4700 kilometrów z miseczką ryżu

Depresja i smutek dopiero niedawno ustąpiły miejsca nowym wyzwaniom. Podczas wakacji, szczególnie egzotycznych, wszystko podoba się nam bardziej i nie zwracamy uwagi na różne niedogodności, a rodzinny kraj wydaje się być ostatnim ciekawym miejscem na ziemi. Przyszedł jednak czas na trzeźwą ocenę i podsumowanie 4700 kilometrów po Wietnamie.

Wracając z dalekich podróży, bez przerwy porównujemy. Ludzi, kulturę, pogodę, gospodarkę, poziom zanieczyszczenia powietrza, jakość parków, ścieżek biegowych, modę. W mniejszym, lub większym stopniu różnice te przypominają to, co działo się w Polsce w latach 40-tych czy 80-tych, lub to, co dopiero nas czeka. Jest jednak kilka rzeczy, które definitywnie i niezaprzeczalnie odróżniają nasz kraj od Wietnamu. Są to między innymi…

Cisza

Pierwsze wrażenie kiedy wysiadamy w centrum Hanoi z autobusu miejskiego po ponad godzinnej jeździe z lotniska – wszechogarniający hałas. Kakofonia dźwięków. Klaksony samochodów, jeszcze głośniejsze klaksony skuterów, których jest kilka razy więcej niż samochodów, pokrzykiwania ludzi, śmiech, stukot rowerów i metalowych wózków. Dorzućmy do tego pianie koguta o 3 nad ranem w centrum miasta.

Masz wrażenie, że wpadasz do głębokiej rzeki ludzi, pojazdów i dźwięków. Do rzeki, która nie zawsze płynie z nurtem, ale czasem zawraca pod prąd próbując przejechać Cię na skrzyżowaniu.

Ulica

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda przepisowo. Wydzielona jezdnia, pasy ruchu dla skuterów, aut i autobusów, skrzyżowania, że światłami. Jednak przejście przez ulicę przypomina dosłownie walkę o przeżycie w miejskiej dżungli. Kurczowo trzymając się łokcia Mateusza przechodzimy. Powoli, bez zaskakiwania kierowców, puszczając większego drapieżnika – auto lub dając się wyminąć mniejszym – skuterom. Niejednokrotnie masz wrażenie, że patrzysz w pojazd, który zaraz  Cię rozjedzie i zakończy Twój żywot, jednak jakimś cudem udaje mu się Ciebie wyminąć. Po przejściu na drugą stronę oddychasz z ulgą do momentu, gdy okazuje się, że takich skrzyżowań na drodze do celu masz jeszcze kilka. Jednak większość życia Wietnamczyków toczy się właśnie przy ulicy. Chodniki pełnią funkcję parkingów dla skuterów, ogródków restauracyjnych, salonów fryzjerskich, warsztatów, szwalni. W dziale komunikacji miejskiej, pieszy zrzucony jest na najniższy szczebel drabiny, pod krowy i bawoły, które bezpardonowo przechodzą niejednokrotnie przez środek autostrady.

Przeżycie na ulicy jest jednym z narodowych sportów ekstremalnych Wietnamczyków. Drugim jest jazda na skuterze. Szczególnie jako pasażer w miarę doświadczonego kierowcy.

Kuchnia

Kurczak, wołowina, pies, „lis, kot, wiewiórka”. Okazuje się, że jadalne może być właściwie wszystko, czasem nawet w surowej postaci. Jeśli nie wydaje się jadalne, jak na przykład szerszenie, można zawsze zalać alkoholem i serwować jako nalewkę dodającą sił witalnych. I takie cuda próbowaliśmy.

Dania jednogarnkowe, głównie zupy, możemy robić już z zamkniętymi oczami. Makaron ryżowy, mięso, zielenina, przyprawy i mamy typowe wietnamskie danie. Niestety francuskie pieski mogą mieć problem z przyzwyczajeniem się do śniadań w postaci mięsnych zup serwowanych w litrowych misach. Delikatne, europejskie podniebienia podbiły głównie zupa Pho z wołowiną, czyli bardziej aromatyczna wersja rosołu i sajgonki. Ale Wietnam ma do zaoferowania o wiele więcej. A właściwie to, co wpadnie w ręce kucharki. Jedno jest pewne – wszystko jest obłędnie smaczne i zalane dużą ilością sosu rybnego.

Ludzie

Wietnamczycy są najsympatyczniejszym, najbardziej pomocnym i otwartym narodem, jaki do tej pory poznałam. Choć patrząc na historię tego pięknego kraju, mają powody by nie lubić ludzi zachodu. Być może mieliśmy szczęście, może przyciągamy dobrych ludzi. Ale gwarantuję Wam, że jednym uśmiechem można tam wiele załatwić. Może to piękna pogoda i egzotyczne owoce powodują, że mieszkańcy Wietnamu są tacy bezproblemowi? Może to połączenie wszystkich filozofii życia wpływają na ich niekonfliktowy charakter? Zepsuty skuter, szukanie noclegu, dogadanie ceny grillowanych raków? Żaden problem. Nawet nie zdążyłeś poprosić o pomoc, a już jedziesz z sympatycznym panem do najbliższej stacji benzynowej, bo zabrakło Ci paliwa w skuterze.

Mówią, że najpopularniejszym językiem na świecie jest angielski. Ja bym powiedziała, że to uśmiech. Język angielski znamy na poziomie komunikatywny – można nawet zaryzykować stwierdzenie, że płynnym. Jednak nasza szlifowana latami wiedza i akcent, zbliżony do drugiego pokolenia Polaka w Wielkiej Brytanii, nie zawsze zdawały w Wietnamie egzamin. Dlatego mamy dla Was dobrą radę. Planujecie wybrać się kiedyś w podróż do kraju, którego języka nie znacie? Częściej grajcie na imprezach w kalambury. Bez tego ani rusz.


Czy to wszystko nam się podobało? Oczywiście.

Czy powtórzylibyśmy całą podróż jeszcze raz? Bez dwóch zdań. Jednak tym razem trwałaby ona znacznie dłużej.


Nie będziemy od razu zamęczać was masą „praktycznych” informacji „co? gdzie? za ile?”. O Wietnamie z pewnością jeszcze napiszemy. Jeśli jednak macie do nas jakieś pytania już teraz – piszcie śmiało 🙂