5 powodów, dla których warto jechać do Tajlandii w porze deszczowej

Przed podróżą do Azji w momencie naszego polskiego lata, słyszeliśmy dużo zdziwionych komentarzy. W porze deszczowej? Jaka tam jest teraz w ogóle pogoda? Tam się przecież jeździ kiedy u nas jest zima! No i te monsuny! Jeśli i wy zastanawiacie się, czy warto zwiedzać Tajlandię w porze deszczowej – przedstawiamy 5 argumentów na TAK!

Zacznijmy przede wszystkim od tego, że klimat w Tajlandii jest generalnie ciepły. Jednak nieco zróżnicowany ze względu na to, że kraj ten jest dość długi, a jego północna część jest górzysta. Przez to powyżej Bangkoku są trzy pory roku – gorąca i sucha, gorąca i wilgotna oraz ciepła i sucha (w czasie naszej polskiej zimy), na południu natomiast rozróżniamy gorącą i wilgotną (od czerwca do października z monsunami) oraz gorącą i sucha (reszta roku). OK – teoria za nami! Czas na praktykę 🙂

1. Niski sezon = niskie ceny

Nie od dziś wiadomo, że prawem rynku turystycznego rządzą święta, wakacje i wszystkie terminy, kiedy rzesza ludzi jedzie odpoczywać. A Azja słynie z tego, że gro ludzi odwiedza ją, kiedy w Europie szaleje zima i słota. Zbiega się to z gorącą i suchą porą w Tajlandii, kiedy temperatury są wysokie, opalenizna soczysta i brązowa, a deszcze niezwykle rzadkie. Poza sezonem, kiedy nad półwyspem „szaleje monsun”, europejczycy wygrzewają się w bliższych sobie kurortach, a tu wieje pustkami. Rachunek jest prosty i znany nam z polskiego podwórka – mniej turystów to niższe ceny w hotelach, restauracjach i lokalnych biurach podróży. Niższe może o niewiele procent, co w przeliczeniu na złotówki daje śmieszny wynik – jednak jako budżetowi podróżnicy cenimy sobie oszczędność.

2. Zieleń podlana wodą

Pora deszczowa to tropikalne temperatury i wysokie opady. Dzięki temu drzewa i kwiaty mają idealne warunki do wegetacji! Nie ma zasuszonych pól uprawnych i spalonych słońcem lasów. Wielkie, dojrzewające owoce, gigantyczne liście i pachnące kwiaty cieszą oczy. Choć takie warunki w miastach spotka się wyłącznie w parkach, oddalając się od cywilizacji można rozkoszować się widokiem bujnej zieleni.

3. Mniejsze tłumy na trasie

Rachunek podobny do tego z punktu pierwszego. Niezwykle uradowało nas, że nie trzeba ocierać się o tysiące wczasowiczów, którzy przyjechali na swoje egzotyczne wakacje. Mniej ludzi w świątyniach, na ulicach, w knajpkach. To samo w parkach narodowych, których ścieżki z porze suchej przypominają raczej deptaki głównych ulic. Plaże wolne od wczasowiczów wyglądają jak wyjęte z obrazka bezludnej wyspy. Choć przy głównych atrakcjach w Bangkoku ciągle było tłoczno, ciężko sobie wyobrazić jak to jest, kiedy przyjedzie jeszcze więcej turystów!  Jest to też chyba moment wakacji dla kieszonkowców, którzy uwielbiają ścisk i tłok! Jeśli tak jak Nati macie delikatną agorafobię (lęk przed tłumem i miejscami publicznymi) warto wybrać się do Tajlandii właśnie, kiedy ludzi jest najmniej.

4. Łatwiej kupić bilet i znaleźć hostel

Na niektórych portalach ostrzegają, żeby na pociąg czy autobus kupować bilety z wyprzedzeniem. Generalnie nie ma tego problemu w okresie pory deszczowej. Choć w jednym przypadku musieliśmy jechać późniejszym pociągiem, bo było tylko jedno miejsce do spania. Możecie sobie wyobrazić jak wyglądałoby spontaniczne podróżowanie z ogromem turystów, których oddech czujesz na plecach stając w kolejce do kasy na dworcu. Kupowanie biletów z wyprzedzeniem dotyczy jednak całorocznych kursów na tropikalne wyspy. Szczególnie w okolicach Full Moon Party – największej imprezy na Koh Phangan. Tam jest turystycznie cały rok. To samo dotyczy hosteli, w których możliwości negocjacji ceny spadają, kiedy właściciel ma pewność, że jak nie ty, to sto innych osób zapłaci za ten nocleg. W przypadku pory deszczowej można z łatwością znaleźć wolny pokój na każdym kroku, zdając się na przypadek i przygodę.

5. Generalnie – lepsza pogoda

Mniej przewidywalna i jeszcze bardziej tropikalna. Wiadomo, że synonimem wakacji jest głównie wylegiwanie się na plaży, kąpiel w ciepłym morzu i niekończące się opalanie. Jednak czy niezmiennie bezchmurne niebo i codzienna pewność ostrego słońca i diabelsko wysokiej temperatury nie są trochę nudne i męczące? Pora deszczowa daje odetchnąć od namolnych upałów, zaskakuje purpurowymi chmurami, które znikąd w ciągu 10 minut zasłaniają całe niebo, chłodzi letnim deszczem i oczyszcza powietrze po całym dniu. Na 3 tygodnie pobytu średnio co drugi dzień mieliśmy deszczowy. To znaczy do godziny 17 jest bardzo gorąco i słonecznie, potem zrywa się gwałtowny, ale przyjemny wiatr, przez godzinę mamy wrażenie, że komuś piętro wyżej mocno przecieka sufit, a po wszystkim, pluskając się w kałużach można wyjść z ukrycia i cieszyć się wilgotnym, ciepłym wieczorem. A woda w morzu i tak wydaje się być podgrzewana cały rok 😉

To podsumowanie pogodowe powstało w jedynym dniu, kiedy pierwszy raz padało od rana, ale właśnie się przejaśnia. Nikt nie zdaje się przejmować tutaj deszczem. Ludzie dalej w japonkach i bez kasków jeżdżą na skuterach, idą coś zjeść, kupują, sprzedają i szwędają się po plaży. Jedni w plastikowych pelerynach, inni zupełnie obojętni na wodę siąpiącą z nieba. Wczorajszy monsun był najsilniejszym do tej pory – na 3 godziny zabrakło prądu w całej okolicy, a i tak nikt nie wydawał się tym przejęty. Garkuchnie w świetle żarówek LED bulgotały zupami, jakiś tajski chłopiec tańczył do muzyki z radia na baterie, tylko nieśmiertelne 7eleven było zamknięte, przynosząc rozczarowanie grupce obcokrajowców.

Dlatego może warto, w przyszłym roku zamiast do tłocznego Dźwirzyna, skoczyć na wakacje do Tajlandii? 🙂

Ciekawostka

W sąsiadującej z Tajlandią Malezji mniej więcej w tym samym czasie trwa pora sucha (zależy to oczywiście od regionu – w niektórych miejscach pada niemal codziennie!). Mając więcej czasu na urlop warto pomyśleć o połączeniu tych dwóch państw w jednej podróży!