5 rzeczy, których nauczyłem się do tej pory w podróży

Jesteśmy w podróży od dwóch miesięcy. Być może to zbyt krótko, aby wysnuć najcenniejsze wnioski, ale jest kilka rzeczy, których nauczyłem się do tej pory z całą pewnością.  Nieustannie się uczymy i kontrolujemy, aby w krytycznych momentach pamiętać o tym, co już wiemy.

Nie planuj każdej minuty swojej wyprawy

Może się wydawać, że planowanie podróży z dużym wyprzedzeniem jest opłacalne ekonomicznie. I rzeczywiście, zasada ta sprawdza się głównie w przypadku polowania na tanie połączenia lotnicze. Nauczyłem się, że w praktyce może mieć to jednak swoje ograniczenia. Przykładowo, zamierzasz odwiedzić kraj, o którym zawsze marzyłeś. Wiesz już o nim wszystko, dlatego z całym przekonaniem bukujesz bilet w dwie strony. Na miejscu może się jednak okazać, że rzeczywistość przebije wszystkie twoje dotychczasowe oczekiwania. Jest cudownie, spotykasz wspaniałych ludzi, miejsca oczarowują cię i masz ochotę zostać tu na zawsze. Niestety, masz już bilet.

Podobnie jest z miejscami noclegowymi. Przewodniki nawołują do spędzenia kilku dni w malowniczej okolicy, więc bukujesz. Dwa, trzy, sześć dni w cudownym hostelu o ratingu 8.2, gdzie akurat czeka na ciebie promocja. Potem okazuje się, że oceniających poniosła fantazja lub miejsce, w którym się zatrzymałeś nie jest warte twojego czasu.

Gdyby nie przypadkowo spotkany na ulicy Brytyjczyk, nigdy nie dowiedzielibyśmy się o Hai Van Pass w Wietnamie, drodze którą można przejechać samodzielnie skuterem zamiast np. autobusem. Być może ktoś zaprosi Cię do swojego domu, gdzie spędzisz fajne chwile z tubylcami, a ze względu na sztywny plan będzie ci ciężko na to przystać. A może poznasz nowe osoby, których towarzystwo sprawi ci dużo radości. Przykładów można mnożyć. Rzecz w tym, aby czasami dać się ponieść losowi, a na pewno się to opłaci.

Trasa, którą obierasz jest wyłącznie TWOJĄ przygodą

Każdy podróżnik ma swoją ulubiona serię przewodników, grupy na Facebooku, które śledzi, czy blogi, które namiętnie czyta. Ludzie są niesamowici i czasami, aż dech zapiera, gdy przegląda się ich przygody. Kolejna lekcja, którą wyciągnąłem to fakt, że twoja droga jest wyłącznie twoimi przeżyciami i nie należy odtwarzać jej po kimś za wszelka cenę. Nie zrozumcie mnie źle, trzeba korzystać z doświadczeń i wskazówek innych. Nie po to blogerzy wkładają w swoją prace tyle wysiłku, żeby nikt tego nie czytał (tak, to autopromocja). Nie warto chodzić jednak po ich śladach, bo miejsca się zmieniają, sytuacje nie powtarzają, a i pogoda potrafi płatać figle np. gdy decydujemy się na świetny trekking w dżungli, czy pobyt na rajskiej wyspie oceniany w sieci na „pięć gwiazdek”.

Ostatecznie podróżujecie wyłącznie dla siebie i to o Wasze wspomnienia walczycie każdego dnia. Nie dajcie się wciągnąć w pułapkę i niepotrzebne frustracje, bo nie zdążyliście dotrzeć w popularne miejsce lub nieoczekiwanie wylądowaliśmy na dłużej w dziurze, która nie zachwyca. Z czasem tylko wy będziecie to wspominać.

Nie bój się popełniać błędów

Każdy, kto podjął się walki z czasem w trasie na pewno wie, co mam na myśli. Po tym, jak już zaplanowaliście swoją podróż od A do Z, żyjecie trochę pod presją. Wstańmy rano, żeby zobaczyć to, nie spóźnijmy się na autobus, aby nie przegapić tamtego. Potem okazuje się, że nie zadzwonił budzik, a transport publiczny zawalił. Być może udałeś się do ciekawego muzeum, które akurat dzisiaj jest zamknięte? A co gdy postanowiłeś zostać gdzieś dzień dłużej, a drogę zalała woda lub w mieście panuje strajk?

Takie sytuacje rodzą frustracje. Ja w dodatku mam niestety również wyrzuty sumienia, że czegoś nie doczytałem, nie przeanalizowałem, nie sprawdziłem. Że można było zrobić inaczej, aby teraz uniknąć problemu. Ale taka właśnie jest podróż i czyż nie to, tak bardzo nas przyciąga i wyrzuca w najdalsze miejsca na ziemi? Niepewność, ryzyko. Żyjąc w ten sposób nawet przez krótką chwilę, nie da się nie popełniać błędów. Przyjmijmy to za pewnik, a będzie żyło się łatwiej.

Poza tym, z każdym popełnionym błędem rośnie nasza świadomość i gdy wyciągniemy wnioski, będziemy czujniejsi w przyszłości. Pamiętajmy też, że nic nie jest warte nadszarpywania relacji międzyludzkich podczas frustrujących momentów. Lepiej stracić nieco czasu i trochę pieniędzy niż uśmiech i radość naszych towarzyszy podróży.

Twój bagaż podróżny to tylko rzeczy

Bez względu na to, czy podróżujesz z walizką, czy plecakiem zasada ta obowiązuje w ten sam sposób. Bierzemy ze sobą najładniejsze rzeczy (na urlop) lub te naprawdę niezbędne (dłuższe wyprawy). Często nosimy ze sobą trochę elektroniki, jak aparaty, telefony, tablety i laptopy. Bez wątpienia są to bardzo cenne przedmioty, ale to TYLKO rzeczy. A rzeczy się psują.

Czasami rozerwie się plecak, zaleje komórka, zepsuje obiektyw, a klawiatura w laptopie dokona swojego żywota (mamy już to wszystko za sobą). Tak już jest i jak tylko przyjmiesz to do wiadomości, tak szybko twoja podróż stanie się przyjemniejsza.

Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, zawsze można sobie poradzić. Spotkaliśmy na trasie Meksykankę, której ukradziono wszystko. Została jedynie w tym, co miała na sobie. Jest to absolutnie ekstremalna sytuacja i nikomu tego nie życzymy, ale nawet w takich wypadkach nie tylko trzeba, ale można poradzić sobie nie zabijając przyjemności z podróży.

Strach ma wielkie oczy

Zdaję sobie sprawę, że wiele osób nie podziela fascynacji podróżami. Budzi to mniejszy lub większy dyskomfort. Śpisz poza domem, jesz poza domem, nieustannie się przemieszczasz, nie przyzwyczajasz się do miejsc, a często nawet do ludzi, których spotykasz. Nie każdy to lubi, szanujemy.

Niestety w głowach niektórych z nas żyją niekiedy demony, które wpuszczone do internetu nie pozwalają spać spokojnie tym, którzy zebrali się na opuszczenie swoich stref komfortu.

Azja południowo – wschodnia w porze deszczowej? – Zgłupiałeś?!
Uważaj, tam jest malaria!
Wiesz, że Korea Pd. to już blisko tej północnej?
Chcesz jeździć skuterem w Tajlandii? To samobójstwo!

I wiele, wiele innych. Nie wszystkie rady należy bagatelizować, ale przepuśćmy przez gęste sito to, co trafia czasami do internetu. Nie traćmy przy tym zdrowego rozsądku i intuicji, która wyostrza nam się, gdy już podejmiemy podróż.

Wszystko zawsze wydaje się straszniejsze niż okazuje się być w rzeczywistości. Ludzie są mili, miasta czyste, wsie bezpieczne, a środki transportu nawet punktualne. Bardzo podoba mi się też stwierdzenie jednego z moich przyjaciół, który uznał, ze jeśli dwójka ludzi będzie kierowała się dobrem, to zawsze się ze sobą dogadają. Tego się trzymajmy, bo świat jest piękny i w gruncie rzeczy nie taki zły.