Melbourne – jak szybko stanąć na nogi po przyjeździe

Australia ma w świecie podróżników opinie trudnej, dzikiej, lecz jakże pięknej krainy. Mówi się też o niej, że nie jest najtańszym kierunkiem turystycznym. To prawda, dodając do tego ceny biletów z Polski, na kilku tygodniowy wyjazd, można otrzymać budżet pozwalający podróżować po Azji przez kilka miesięcy. A jednak mimo wszystko przyciąga jak magnes ludzi z całego świata. 

Melbourne rozkochało w sobie wielu podróżników i tych, którzy szukają miejsca na stałą emigrację. Może dlatego, że swoim klimatem, pogodą i architekturą najbardziej przypomina duże europejskie miasta? Codziennie dzieje się coś nowego, a nawet odległe dzielnice mają swoje lokalne wydarzenia, festiwale i imprezy. Nie ma nudy. To też miasto, które siódmy raz z rzędu zostało ogłoszone najlepszym miejscem do życia na Ziemi. Choć można by się doszukać pewnych „ale”, niezaprzeczalnie Melbourne ma swój urok. Wciąż to jednak zupełnie obca ziemia, na której trzeba szybko się pozbierać, zanim po przyjeździe wydatki zjedzą wasz budżet. Dlatego nieważne czy planujecie w dłuższy pobyt lub przyjeżdżacie tylko na chwile, tych kilka wskazówek podpowie wam jak szybko stanąć na nogi po przyjeździe, żeby cieszyć się zwiedzaniem i nie martwić o dach nad głową.

Jak szukać noclegu i mieszkania?

Na próżno szukać tu taniego hostelu. Ceny za osobę w dormitorium potrafią osiągać poziom kosztu noclegu w apartamentach Airbnb. Warto więc wcześniej zaplanować swoje noclegi w Australii, gdyż wszystkie tańsze opcje rezerwowane są z dużym wyprzedzeniem. Oczywiście, jeśli jedziecie kamperem lub JEEP’em przez cały kontynent i planujecie wizytę na kilka chwil, ten fragment was nie zainteresuje. Jeśli planujecie pobyt na minimum 7 dni, ale nie uśmiecha wam się spanie w aucie lub pod namiotem, warto skorzystać z Airbnb. Często za bardzo dobrą cenę można wynająć pokój w różnych atrakcyjnych lokalizacjach, dodatkowo otrzymując zniżkę za pobyt powyżej tygodnia. Jeśli natomiast myślicie o dłuższym pobycie – od miesiąca do roku i dłużej, warto zajrzeć na poniższe strony. Oczywiście, w zależności od typu waszej podróży, możecie z wyprzedzeniem zarezerwować hostel. Jednak po kilku dniach może zmęczyć was imprezowy klimat takiego miejsca. 

  1. Fairyfloss – to najpopularniejszy w Melbourne fanpage na Facebooku, gdzie ludzie szukają nowych współlokatorów, udostępniają pokoje lub domy do wynajęcia. Jeśli przyjeżdżacie do Melbourne na wizie working&holiday, studenckiej lub pracowniczej, warto zacząć właśnie tam. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość, śledzić uważnie ogłoszenia lub dodać własne zapytanie. Najbardziej smakowite kąski znikają w kilka sekund. Nie zrażajcie się też brakiem odpowiedzi – na naszych 20 zapytań o pokoje dostaliśmy 5 potwierdzeń, że możemy przyjść na „casting”. Fairyfloss jest też świetnym miejscem do szukania tzw. sublet, czyli podnajmu na kilka tygodni, kiedy osoba będąca na umowie najmu jedzie np. na święta lub wakacje do domu.  I tak można znaleźć wygodne pokoje za bardzo rozsądna cenę na 2-3 tygodnie z kilku miesięcznym wyprzedzeniem.
  2. Flatmates.com.au to świetny portal gdzie można szukać mieszkań i dodawać swoje filtry wyszukiwań, dzięki czemu znajdują nas też najemcy. Niestety jest płatny, ale w darmowej wersji dostępne jest pisanie do niektórych użytkowników. Tutaj też warto wspomnieć, że musicie uważać na scam, czyli wszystkich którzy chcieliby dorobić się kosztem waszej naiwności i pośpiechu. Ktoś proponował nam wynajem pokoju na skan paszportu przysłany z Filipin twierdząc, że klucze do mieszkania są na poczcie. Nic z tych rzeczy! Najpierw trzeba zobaczyć pokój, poznać właściciela i dopiero potem przelać pieniądze. Warto przygotować się, że w większości przypadkach musicie z góry zapłacić bond, czyli depozyt o równowartość czasem czterotygodniowemu czynszu. Teraz uwaga… koszt wynajmu podawany jest w przeliczniku x dolarów / tydzień co nie jest równe x*4 dolarów za miesiąc wynajmu. Poniższy algorytm wyjaśni wam dlaczego musicie płacić miesięcznie więcej, niż wam się wydaje. 

Przykładowy pokój kosztuje 300$ / tydzień:

300$ / 7 dni = 42,86$

42,86$* 365 dni = 15643,9$

15643,9$ / 12 miesięcy = około 1304$

Natomiast licząc „po polsku”, taki czynsz powinien wynosić 1200 dolarów za miesiąc (4 * 300$). No to już wiecie – nikt was nie chciał oszukać.

Jeśli decydujecie się na dłuższy pobyt, możecie szukać mieszkania również przez agencję, jednak wtedy potrzebujecie minimum 12 miesięczną wizę oraz umowę o pracę. O braniu mieszkania na lease, czyli umowę o długoterminowym wynajmie napiszemy nieco później.

Gdzie zrobić tanie zakupy?

Choć na każdym niemal rogu spotkacie sklepy sieci Coles lub Woolworths (zwany zdrobniałe Woolie), po najniższe ceny produktów spożywczych warto zawędrować do Aldiego. Jedzenie nie jest o wiele droższe niż w Polsce, przypomina raczej ceny z europejskich stolic. Ale jeśli pilnujecie swojego budżetu, warto przejść kilka kroków dalej. Tanie ubrania lub dodatki do domu znajdziecie w nieśmiertelnym Kmart’cie lub Target’cie. Najniżej w tej kategorii stoi Salvos czyli second hand’y Salvation Army (tak, Armii Wyzwolenia). Poza marynarkami, koszulami i sukienkami za 10 dolarów, kupicie też książki (my np. trafiliśmy na nowe wydanie przewodnika Lonely Planet po Australii za 2 dolary) albo meble do domu! Ale na takie poszukiwania skarbów trzeba mieć czas i ochotę 😉 

Jak poruszać się po mieście? 

Jeśli lądujecie w Melbourne, dwiema najtańszymi opcjami dojazdu do centrum są: Skybusem za 19 dolarów w jedna stronę, jadący na Southern Cross Station, czyli na duży dworzec w CBD, skąd złapiecie pociąg lub tramwaj w dowolną stonę miasta lub komunikacja miejska. Na lotnisku należy wsiąść w autobus 901 do stacji Broadmeadows Station i stamtąd pociągiem na Southern Cross. Ta druga opcja kosztuje około 5 dolarów, choć jest nieco bardziej karkołomna. Taksówka do centrum kosztuje ok. 60 dolarów, Uber jest nieco tańszy. Ta opcja wydaje się być opłacalna tylko przy liczbie 3-4 osób. W CBD, czyli Central Business District tramwaje są za darmo! To tzw. free tram zone. Bardzo pomocna i pożyteczna rzecz, biorąc pod uwagę rozmiary centrum. Niestety poza tą strefą nie jest już tak kolorowo. Jednorazowy przejazd pociągiem / tramwajem / autobusem (nie, nie ma metra 😉 ) to koszt 4,10 dolara (podróż do dwóch godzin). Jeśli planujecie dłuższy pobyt i częste używanie komunikacji warto kupić kartę myki, którą doładowujecie na dowolna kwotę i odbijacie, uwaga: wsiadając i wysiadając z autobusu autobusu, wsiadając do tramwaju oraz wchodząc i wychodząc ze stacji kolejowej! Kartę można doładować przez internet czy w sklepach typu 7eleven. Koszt jej wyrobienia to 6 dolarów. Warto dodać ze komunikacja miejska jest daleka od idealnej, więc zostając tu na dłużej, po pewnym czasie z pewnością wybierzecie rower. 

Rowery miejskie

Melbourne Bike Share – podobne do Polskich rowerów miejskich. To niebieskie rowery, których stacje rozstawione są w wielu miejscach miasta. Nie jest ich jednak dużo, dlatego zanim zdecydujecie się na przejażdżkę sprawdźcie gdzie możecie zwrócić rower. Cena zaczyna się od 3 dolarów za dzień, przy czym można jeździć nielimitowaną ilość razy, tylko przez 30 min. Do tego pobierana jest kaucja zwrotna w wysokości 10$. Płatność kartą na miejscu przy pobraniu roweru ze stacji. Jeśli zarejestrujecie się przez stronę internetową, możecie wybrać opcję „Pay as you go”, również za 3$ / dzień, pozwalającą na 45-minutowe darmowe przejazdy bez pobierania kaucji. 

oBike, to żółte rowery, których spotkacie mnóstwo w centrum miasta, mniejszych dzielnicach, parkach, na drzewach i w rzece. Co…? Konkurent MBS wypuścił na rynek żółte rowery, które nie wymagają dokowania w stacjach, można je zostawiać w dowolnym miejscu, posiadają GPS i są w pełni obsługiwane przez aplikację mobilną. Na telefonie możecie sprawdzić lokalizację najbliższego roweru, który niestety może czekać na was w rzece. Mocno nietrafiony pomysł okazał się być świetnym dowcipem dla niektórych mieszkańców, porzucających jednoślady gdzie popadnie. Urząd w Melbourne głowi się co zrobić z tym mankamentem, który zaśmieca pół miasta. Koszt założenia konta to zwrotna kaucja w wysokości 69$, natomiast za 30 min jazdy zapłacicie 1,99$.

Warto pamiętać, że kask jest obowiązkowym wyposażeniem każdego rowerzysty, nawet ludzie jeżdżący na elektrycznych hulajnogach noszą go na głowie. Bez obaw – dobrej jakości, niebieskie kaski można dostać nawet w sklepach typu IGA lub 7eleven za 5 dolarów. Za brak kasku można zapłacić mandat 200$.

Jaką kartę SIM wybrać?

Jako, że połączenia z Polską kosztują bajońskie sumy, zanim zbankrutujecie dzwoniąc do domu, warto kupić kartę sim. My wybraliśmy (nie reklamujemy niczego, tylko polecamy szczerze i od serca:) ) sieć Telstra, która podobno ma bardzo dobry zasięg nawet na Outback’u, czyli poza granicą cywilizacji w Australii. Niestety inne sieci zawodzą, a chyba nikt nie chce zgubić sygnału GPS jadąc przez busz. Za 2,5GB danych, darmowe połączenia i sms’y w Australii i 5 dolarów na połączenia międzynarodowe płacimy miesięcznie 30$, bez żadnych długoterminowych umów. Nam to wystarcza na częste rozmowy przez Vibera z domem, śledzenie rozwoju naszego fanpage’a , szukanie ciekawych wydarzeń w Melbourne i wiele innych. Można podpisać również roczną umowę z dostawcą np. Yes Optus i dostać w niższej cenie telefon (plus zniżki na niektóre festiwale muzyczne itp.), który będziecie miesięcznie spłacali, ale takie zobowiązanie finansowe grozi wysoką karą w przypadku zerwania umowy. 

Jak dysponować pieniędzmi?

Jeśli wybieracie się do Australii na dłużej niż kilka miesięcy lub będziecie mieli przychody w dolarach australijskich, warto założyć konto w lokalnym banku, gdyż prowizje za wypłacanie z bankomatu i płacenie karta są dodatkowym, zbędnym kosztem. Do wyboru macie oczywiście szeroką ofertę banków, przyjrzyjcie się jednak tym, które pozwalają prowadzić konto za darmo lub umożliwiają wybieranie pieniądze z wielu bankomatów bez dodatkowych opłat. My wybraliśmy ING (to nie jest żadna reklama, po prostu dzielimy się naszym doświadczeniem) ponieważ to jego najczęściej polecali nam nasi australijscy znajomi. Konto można założyć „nie wychodząc” z domu, jednak na 100% traficie na przeszkodę, która każe zweryfikować wasze dane poprzez podanie numeru australijskiego dokumentu. Najprawdopodobniej takiego nie macie. Wystarczy wtedy wydrukować wypełniony przez stronę formularz i pójść z paszportem na pocztę, gdzie potwierdzą waszą tożsamość. W ciągu 48 godzin wasze konto będzie aktywne.

Porada: w Melbourne tanie wydruki można zrobić w sieci sklepów Officeworks i w bibliotece miejskiej – bez zakładania konta.

Voila! Teraz nic, tylko zarabiać miliony 😉 Oczywiście możecie chcieć przelać swoje oszczędności na konto australijskie, ale realizując taki przelew ze swojego banku (nawet jeśli jest to europejska wersja ING) zapłacicie srogą prowizję, chyba że posiadacie australijskie konto walutowe. Tu z kolei przychodzi z pomocą strona TransferWise, gdzie opłaty są o wiele wiele niższe, a gotówka przechodzi niemal natychmiast.

Co to jest TFN?

TFN, czyli Tax File Number, to australijska wersja NIP’u. Wymagany jest do podjęcia pracy, jednak możecie zacząć pracować bez niego i w ciągu 28 dni podać go pracodawcy. Bez TFN wasze podatki będą niestety sięgały 45%, co bardzo, bardzo boli (normalnie podatki w Australii wynoszą 15%). Na dłuższą metę taka praca jest teoretycznie nielegalna. Aby go uzyskać należy złożyć aplikację online przez tę stronę i na podany przez was w Australii adres w ciągu 5-28 dni zostanie wysłany numer TFN. Adresem też mogą być dane hostelu lub Airbnb, ale musicie mieć na uwadze, że wtedy wasza poczta może się gdzieś zawieruszyć. Teoretycznie można o niego aplikować będąc dopiero w Australii, ale jeśli znacie swój przyszły adres pobytu możecie złożyć wniosek z odpowiednim wyprzedzeniem. W przypadku wizy working&holiday niestety podatek jest większy – około 25%, ponieważ nie jest się rezydentem z podatkowego punktu widzenia. Każda wiza o dłuższym pobycie może być już traktowana jako rezydentura (wyłącznie dla urzędu podatkowego!). 

Gdzie szukać pracy?

Najpopularniejszym w Australii portalem z ofertami pracy jest Seek. Bardzo popularne jest również szukanie pracy przez Linkedin. Dotyczy to głównie zawodów o konkretnej specjalizacji. Jest możliwe znalezienie pracy będąc jeszcze Polsce i słyszeliśmy o rozmowach kwalifikacyjny przez Skype, ale dotyczy to pewnego procentu ludzi. Zwykle dobrze widziany jest w CV australijski numer telefonu i adres. Niektórzy pracodawcy są jednak skłonni zaprosić na rozmowę kwalifikacyjną na odległość. Wszystko zależy od tego jaka macie wizę i na jak długo przyjeżdżacie oraz w jakiej branży macie doświadczenie. Pracowanie na wizie turystycznej jest nielegalne. W niektórych tylko przypadkach można brać udział w wolontariacie, gdzie wynagrodzeniem jest nocleg lub posiłek, ale i tu bywają różne restrykcje. Jeśli jedziecie do Melbourne na wizie woking&holiday najczęstszą opcją jest jest dla was praca na farmie poza miastem. Niestety ograniczenia w postaci umowy o pracy na okres maksymalnie 6 miesięcy dla jednego pracodawcy powoduje, że niechętnie zatrudniane są takie osoby w firmach o konkretnym profilu. W miastach warto jednak próbować zaczepić się w usługach lub gastronomii. Tu miłe widziane jest doświadczenie… Nie warto jednak przesadzać ze swoim rozdmuchanymi skillami w CV, ponieważ nawet w usługach potrafią domagać się referencji od poprzedniego pracodawcy. Jeśli szukacie pracy w gastronomii na pewno dużym atutem będzie pójście osobiście do lokalu i przekazanie wydrukowanego resume, niż wysyłanie maili (chyba, że w ogłoszeniu jest inaczej). Zanim napiszecie swoje CV poszukajcie na różnych portalach, jak powinno wyglądać ono w Australii. Co kraj to obyczaj i inne standardy starania się o pracę. Planując podróż do Australii z wyprzedzeniem weźcie pod uwagę też pory roku, kiedy zaczniecie rozglądać się za pracą. Najlepszym okresem na szukanie wakatu jest październik i listopad. W grudniu następuje przedświąteczny szał i wiele sklepów potrzebuje dodatkowej obsługi. W  styczniu natomiast duże firmy zwalniają tempo, zaczynają się wakacje i nikt nie myśli o zatrudnianiu nowych pracowników. Lato jest też najfajniejszym okresem, ponieważ jest wiele festiwali, wydarzeń kulturalnych, no i oczywiście jest bardzo ciepło :). Nikt nie chce zmagać się z trudami emigracji, kiedy za oknem leje deszcz, a temperatury przypominają październikowa słotę. 

Gdzie się ubezpieczyć?

Tutaj nie ma żartów. Opieka medyczna w Australii jest bardzo droga i nie bez powodu wielu ubezpieczycieli w standardowym podróżniczym pakiecie wyłącza ten kraj ze swojej oferty. Różne są zdania na temat wykupowania ubezpieczenia na wyjazd, niektórzy wolą karty np. Planeta Młodych. Akurat ona ma w swoim pakiecie Australię, niestety korzystając z takiego rozwiązania często trzeba najpierw zapłacić za lekarza, operację, karetkę z własnej kieszeni, a po przesłaniu oryginału dokumentów do ubezpieczyciela dostaje się zwrot kosztów. Kto jednak ma od ręki np. 5000$, żeby zapłacić za przewiezienie karetką do szpitala. Nie mówiąc o innych zabiegach. Są też zwolennicy rocznego ubezpieczenia, które opłacają w Polsce i teoretycznie powinno ono od razu pokrywać koszty świadczonych usług. Jednak jego cena, w kontekście rocznym, podobna jest do australijskiej karty Bupa. To firma oferująca pakiet medyczny na miejscu dla osób na różnych wizach: turystycznych, working&holiday, pracowniczych. W zależności od pakietu i rodzaju pobytu możecie mieć ubezpieczenie już od 11$ / tydzień (dla wizy eVisitor 651). Co ważne, nawet taki podstawowy pakiet ma w cenie karetkę, której cena po odzyskaniu przytomności przyprawia o zawał. Są tacy co jadą po hardcorze i nigdy się nie ubezpieczają, ale nie wiemy czy to gra warta świeczki.

Co robić w czasie wolnym? 

Przyjechaliście i pierwsze, poważne organizacyjne sprawy za wami? Warto złapać nieco oddechu i zacząć cieszyć się pobytem na Antypodach! Jeśli chcecie zobaczyć co aktualnie dzieje się w mieście (a różne koncerty, festiwale, nocne markety są niemal codziennie) zajrzyjcie na strony Broadsheet albo The Urban List. Znajdziecie tam wiele artykułów, recenzji i opisów knajpek, barów i kawiarni w całym Melbourne i kilku innych australijskich miastach. Możecie też zapisać się do biblioteki miejskiej, która ma kilka oddziałów np. City Library lub Docklands Library. Posiadając adres w Melbourne możecie bezpłatnie założyć konto i wypożyczać książki oraz filmy DVD, a także za darmo korzystać z portalu Lynda.com, gdzie znajdziecie tysiące świetnych tutoriali do nauki.  Możecie też pojechać na jedną z wielu rozległych plaż, albo zwiedzać różne muzea. Często w National Gallery są darmowe wystawy, a Melbourne Symphony Orchestra gra koncery w Sydney Myer Music Bowl – otwartej sali koncertowej przy Ogrodzie Botanicznym. Długie spacery wzdłuż rzeki Yarry, barbie z przyjaciółmi na publicznym grillu w parku, spotkania z interesującymi ludźmi na meet up’ach, kino letnie pod chmurką, drink w nadrzecznym barze i wiele innych rzeczy, na które aż braknie wam sił 🙂

Powodzenia na obczyźnie!