Na ile ten Ironman?

Kiedy słońce nieśmiało rozgrzewa akweny wodne, dłuższe dni pozwalają poszaleć na szosie, a rosnąca temperatura każe nam zrzucać kolejne warstwy biegowych ubrań – wiedz, że coś się dzieje.

Po niemal półrocznej przerwie zbliżamy się wielkimi krokami do otwarcia sezonu triathlonowego. Wszystko nad czym pracowaliśmy zimą ma przynieść teraz oszałamiające efekty i kolejne życiówki. Jednak, żeby tak było musimy przygotować nie tylko umysł i ciało. Warto również przypomnieć sobie historię tej dyscypliny, zaktualizować naszą wiedzę i sprawdzić, czy spakowaliśmy wszystko na najbliższe zawody – o czym poczytacie niebawem.

Pierwszym poważnym startem, otwierającym sezon, jest wyczekiwany z niecierpliwością Triathlon Sieraków w ostatni weekend maja. Jedni przebierają nogami z podekscytowania, inni zastanawiają się, czy są już gotowi na to wyzwaniem. Dla części z Was, być może jest to debiut. Czy ktoś jednak pamięta pierwszy w historii start trójboju?

ironman

Wszystko zaczęło się nie tak dawno, bo pod koniec lat 70-tych. Dokładnie w 1977 roku, po ceremonii rozdania nagród biegowych na Hawajach między członkami Mid-Pacific Road Runners i Waikiki Swim Club rozgorzała dyskusja, którzy z nich są bardziej wysportowani. A może to kolarstwo wymaga największej wydolności tlenowej i wytrzymałości? John Collins, jeden z biegaczy i protoplastów triathlonu zaproponował, żeby połączyć wszystkie wyścigi w jeden i sprawdzić, kto z nich ma rację. 18 lutego 1978 roku odbył się pierwszy w historii start trójboju. Przyjęto trzy dystanse dla poszczególnych dyscyplin – maraton pływacki Waikiki Roughwater, czyli 3,8 km (2,4 mile), maraton rowerowy dookoła wyspy O’ahu – 180km (112 mil) i na zakończenie maraton biegowy 42,195 km (26,2 mile) w Honolulu.

Pistolet startera wystrzeli punktualnie o 7 rano, wtedy zegar zacznie odliczać czas. Ten, kto wbiegnie na metę pierwszy, zostanie nazwany „Człowiekiem z żelaza”.

cyt. John Collins

W pierwszych zawodach wystartowało raptem 15 osób, a zwycięzcą okazał się być Gordon Haller, który ukończył je w czasie 11 godzin 46 minut i 58 sekund. I to on był pierwszym Ironmanem. Z czasem zaczęto nazywać tak każdego, kto przekroczył linię mety tego morderczego wyścigu. W końcu umówmy się – trzeba mieć nie tylko niesamowitą siłę fizyczną, ale również psychikę i nerwy ze stali. Dlaczego wspomniałam o milach? Otóż z ich sumy wywodzi się nazwa zawodów IRONMAN Triathlon 140.6.

Dzięki nagłośnieniu wydarzenia przez prasę, z każdym kolejnym rokiem przybywało zawodników, którzy chcieli okryć się chwałą i nazwać siebie „człowiekiem z żelaza”. Dziś zawody na Kona  (Hawaje) są wśród triathlonistów największym ukoronowaniem ich ciężkiej pracy. Aby stanąć na linii startu trzeba sprostać niemałym wymaganiom, które dla większości amatorów są odległym marzeniem.

Jednak nie samym Ironman’em świat triathlonu stoi. Są też krótsze, przyjemniejsze dystanse, które mogą przynieść równie wiele satysfakcji, zabawy, potu i łez.

ironman plakat

Na ile ten Ironman?

Ile osób biegających nie znam, każdy przytoczy historię, gdzie pytają go na ile kilometrów ten maraton. Podobnie zaczyna być z Ironman’em. Chyba, że mamy do czynienia z człowiekiem absolutnie nieuświadomionym, czym jest triathlon. W tym miejscu zwracamy też uwagę tym, którzy może nie do końca zdają sobie sprawę z przebiegu zawodów – te trzy dyscypliny robi się od razu, jedna po drugiej. Może to oczywiste, ale ktoś zadał kiedyś pytanie – ile przerwy jest między rowerem, a bieganiem?

Dlatego do rzeczy, z jakimi odległościami mamy do czynienia:

Ironman Triathlon 140.6 to oficjalna nazwa zawodów organizowanych przez WTC (World Triathlon Corporation). Tylko oni posiadają licencję do nazywania w ten sposób wyścigu. Na świecie odbywa się jednak wiele zawodów i choćby mistrzostw świata na tak zwanym dystansie IRONMAN’a, czyli 3,8 km pływania, 180 km jazdy na rowerze, 42,195 km biegu. Brzmi strasznie?

Ironman Triathlon 70.3 to oficjalna nazwa zawodów rozgrywanych na połowie poprzedniego dystansu. Zawodnicy mają do pokonania 1,9 km pływania, 90 km jazdy na rowerze i półmaraton do przebiegnięcia. Mat ukończył te zawody w zeszłym roku w Gdyni. Wtedy WTC zorganizowało pierwszy raz w Polsce start triathlonowy pod swoją licencją.

„Olimpijka” to niewinna nazwa na dystans, który w 2000 roku pojawił się pierwszy raz na letnich igrzyskach olimpijskich w Sydney. Zawodnicy płyną 1,5 km, ścigają się na rowerze 40 km i biegną 10 km. Ta formuła została zaczerpnięta z dystansu mistrzostw świata organizowanych przez inną triathlonową organizację ITU (International Triathlon Union). Popularne zawody w naszym kraju, z racji swojego przyjemnego dystansu.W tym roku szczęście i talent sprzyjają polskiej triathlonistce – Agnieszce Jerzyk, której jak już wiemy, udało zakwalifikować się na tegoroczne igrzyska w Rio.

wejscie do wody

Te trzy główne dystanse zaczęto z czasem dzielić na coraz krótsze trasy tak, aby możliwe było zachęcenie jak największej liczby osób do udziału. Dlatego jeśli czujecie, że 1500 metrów w wodzie to jeszcze nie to, możecie spróbować swoich sił na którejś z poniższych formuł:

¼ dystansu Ironman’a: 950 m pływania, 45 km jazdy na rowerze, 10,5 km biegu;

sprint: 750 m pływania, 20 km jazdy na rowerze, 5 km biegu;

super sprint: 600 m pływania, 10 km jazdy na rowerze, 3 km biegu;

lub przyjemnego dystansu dla wchodzących w klimat:

1/8 dystansu Ironman’a: 475 m pływania, 22,5 km jazdy na rowerze, 5,3 km biegu.

Warto pamiętać o jeszcze jednej, bardzo ważnej z punktu widzenia strategii, zasadzie. Podczas dystansu olimpijskiego dozwolony jest tzw. drafting, innymi słowy jazda na rowerze w peletonie, jeden za drugim w bliskiej odległości. W tym wypadku używamy również terminu „jazda na kole” – czasami wydaje się bowiem, że opony rywalizujących zawodników niemal się dotykają.

Formuła Ironman zabrania draftingu. Dlaczego? Bo tak jest trudniej. Musimy mierzyć się sami z oporami powietrza, wiatrem. Istnieją ścisłe zasady, których muszą przestrzegać zawodnicy – zachowana odległość i czas w jakim musi nastąpić wyprzedzanie rywala na trasie. Niesubordynacja grozi karą – albo są to minuty, które musimy odczekać po powrocie do strefy zmian, albo przy kolejnym upomnieniu, nawet wykluczenie z zawodów.

Różnice są spore, choć dotyczą przede wszystkim dystansów. Każdy z nich ma swoich zwolenników, do każdego przygotowujemy się trochę inaczej.

Który z nich jest Waszym ulubionym?