Nepal, Annapurna Base Camp – trekking na własną rękę

Są rzeczy na niebie i ziemi, o którym się filozofom nie śniło. Ani takim marzycielom jak my! Wyjazd do Nepalu był niespodzianką dla nas samych i zaplanowaliśmy go właściwie na kolanie. Od nazw wiosek na trasie kręciło nam się w głowach, Himalaje wydawały się nam być w innej rzeczywistości, a lądując już w Kathmandu zastanawiałam się, czy sprawdziłam, że faktycznie wiza dostępna jest tutaj na granicy. Pełen spontan bez próby generalnej, który wypadł znakomicie. Poprosimy o bis!

Sycąc się ulicami Seulu i smakami Korei zaczęłam już wybiegać myślami w przyszłość. Do opuszczenia Azji został nam miesiąc. Co jeszcze możemy w tym czasie zobaczyć? I nagle, w jakiś dziwny sposób, moimi zwojami mózgowymi przebiegł impuls, krzycząc głośno w głowie NEPAL! Chwyciłam za komórkę – tak, październik to akurat sezon! Otworzyłam portfel i wysypałam jakieś resztki budżetu podróżniczego na stół, popatrzyłam na Matiego i powiedziałam „Lecimy na trekking w Himalaje!”. Chciałabym dodać, że nie zdążył się zająknąć, a już mieliśmy bilety, ale chwilę zajęło mi udowodnienie i przekonanie naszej bardziej racjonalnej części zespołu, że da się zorganizować trekking na własną rękę, tanio, bez przewodnika i kto jak nie my?! A za punkt honorowy obraliśmy sobie popularną trasę Annapurna Base Camp z wejściem na wysokość 4130 m n.p.m., zwaną ABC. Wszystkie potrzebne dane zebraliśmy też dla tych, którzy ciągle zastanawiają się – lecieć, czy nie lecieć. Otóż drodzy Państwo – lecieć, zanim turystyka na dobre zawładnie tym wspaniałym krajem!

Himalaje, Nepal Annapurna Base Camp
Ostatnie spojrzenie w górę.

Z przewodnikiem czy bez?

Jeśli czytacie ten artykuł, najpewniej należycie do grupy, która wolałaby uniknąć wybierania się w Himalaje z biurem podróży i przewodnikiem. I słusznie. Nic tak nie cieszy jak pełna niezależność i radość z organizowania sobie czasu samemu – bez poganiania przez kogoś lub dostosowywania się do innych (brrr!). Zanim do głowy przyszedł nam pomysł przyjazdu do Nepalu, wydawało nam się, że trekking tutaj należy wyłączenia dla elit, bogatych ludzi z zachodu, grup wycieczkowych i sprawnych górskich łazików. Nic bardziej mylnego. Niskie partie Himalajów w Nepalu dostępne są praktycznie dla każdego o przyzwoitej formie fizycznej i psychicznej, kto jest gotów iść wiele godzin pod górę z plecakiem ważącym przynajmniej 7 kilo. Wiza do Nepalu dostępna jest na lotnisku w Kathmandu lub przejściu granicznym z Indiami (należy mieć ze sobą zdjęcie paszportowe i dolary). Po dotarciu do Kathmandu, sami bez problemu możecie załatwić wszystkie pozwolenia (o czym piszę niżej) i zorganizować przejazd lub zaplanować wcześniej przelot do Pokhary (lub Lukli jeśli wybieracie się pod Everest), a stamtąd prosto do Nayapul. Na 7-8 dniowy trekking potrzebujecie około 14 dni pobytu w Nepalu, jeśli liczyć wszystkie dojazdy i czas na „bezpieczny” powrót na samolot do domu. W czasie trekkingu idziecie cały czas po dość dobrze oznaczonym szlaku, a co 1-2 godziny mijacie wioski i ludzi, których zawsze można dopytać o drogę. Zaletą przewodnika jest niewątpliwie jednak to, że jeśli ma dużą wiedzę, będzie waszą chodzącą, nepalską encyklopedią. Opowie o zwyczajach, o miejscach w których będziecie, pomoże zorganizować nocleg w wiosce, wesprze psychicznie podczas mozolnego wchodzenia przed wschodem słońca na ABC i prawdopodobnie będzie dobrym towarzyszem podróży. Przewodnika można wynająć w Kathmandu lub Pokharze, czasem już na lotnisku lub w biurze Nepal Tourism Board mogą zachęcać was oni do wspólnego trekkingu. Koszt ich pracy to 18-25 dolarów za dzień. Wiemy, że to uczciwy i dobry sposób zarabiania pieniędzy, ale my przewodnikom mówimy „thank you, no!”. Lubimy poznawać miejsca na własną rękę, z mapą, kompasem, zagadując ludzi w restauracjach i na szlakach.

Nepal, Himalaje Poon Hill
Widok z Poon Hill na szczyt Dhaulagiri – 8167 m n.p.m.

W Nepalu do wyboru macie naprawdę sporo tras trekkingowych. Od kilkudniowych wyskoków z Pokhary na wzgórze Poon Hill (3210 m n.p.m.), po 20 dniową trasę Annapurna Circuit, która przechodzi przez dolinę Mustang i przełęcz Thorung La (5416 m n.p.m.) – i mamy na nią oko ;), czy kilkunastodniowy trekking do bazy pod najwyższą górą świata – Everestem.

Annapurna Base Camp – trekking na własną rękę

Kiedy opowiadaliśmy spotkanym po wyprawie ludziom i agentom w firmach turystycznych w jakim czasie przeszliśmy całą trasę, łapali się za głowę i kazali pokazać na mapie. 6 dni – tyle zajęło nam dojście z Siwai do Annapurna Base Camp (4130 m n.p.m.) i powrót przez Poon Hill (3210 m n.p.m.) – „wzgórze”, które często wybierane jest jako krótki 3-4 dniowy „spacer”, by zobaczyć wspaniały wschód słońca z widokiem na ośmiotysięczniki i ich niższych kolegów. Pokonaliśmy dystans około 110 – 115 km, który trudno ocenić jest w poziomie, jako że w górach istotniejsze są przewyższenia i czas przejścia między punktami. Zwykle taki odcinek zajmuje ludziom 8-9 dni. Oczywiście mieliśmy w zapasie te dwie dodatkowe doby, ale nogi niosły nas tak lekko, że szkoda nam było specjalnie zwalniać. Dla ewentualnej pomocy przy organizacji własnego trekkingu podajemy wzór naszej trasy:

  • dzień 1. Wyjazd z Pokhary o 6.30 rano do Siwai (1530 m n.p.m.) trekking do Chhomrong (2170 m n.p.m.) 4h 45 min. rześkiego marszu.
  • dzień 2. Wyjście z Chhomrong o 6.30 do Machapuchre Base Camp (MBC – 3700 m n.p.m.) 8h 30 min. Zwykle zaleca się jednak zostanie w niżej położonej Deurali lub Dovan i podejście do MBC na kolejny dzień, gdzie można zostać na noc i zaaklimatyzować się. Nasz plan się powiódł, ale był skrajnie wyczerpujący.
  • dzień 3. Wyjście z MBC o 4.45 do Annapurna Base Camp (4130 m n.p.m.) na wschód słońca, zejście do Bamboo (2300 m n.p.m.) – w totalu wyszło 10h trekkingu i pół godziny czołgania się, bo niemal nie było już sił 😉
  • dzień 4. Wyjście o 7.45 z Bamboo do Chuile (2400 m n.p.m.) – 6h 30 min wędrówki. Po drodze jest dużo schodów w górę i w dół.
  • dzień 5. Wyjście o 7.45 z Chuile do Ghorepani (2860 m n.p.m.) – 5h
  • dzień 6. Wyjście z Ghorepani o 4.30 na Poon Hill, na wschód słońca (godzinę za szybko) – 35 minut, trekking w dół do Nayapul – 6 godzin.

Jeśli nie pójdziecie na łatwiznę tak jak my i pierwszego dnia będzie szli od Nayapul na piechotę, dojdziecie pewnie tylko do Ghandruk, a spacer tą drogą nie jest może najprzyjemniejszą rzeczą pod słońcem. Trekking wydłuży się wam automatycznie o jeden dzień. W czasie pokonywania codziennych dystansów na lunch jedliśmy po jednym Snickers’ie, a około godziny 14-15 docieraliśmy do schroniska, gdzie szukaliśmy noclegu, zamawialiśmy obiad i braliśmy prysznic, zanim zimny wieczór wyziębiłby nas jeszcze bardziej. Można oczywiście rozciągnąć trekking w czasie, delektować się widokami aż po czubek nosa i popijać w każdej wiosce herbatę z mlekiem. Co kto lubi 🙂

 

Nepal, Himalaje, Annapurna Base Camp
Na drodze pierwszeństwo ma silniejszy 😉

Ceny na trasie

Finanse to zwykle najbardziej bolesny punkt każdego wyjazdu. Ale ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu rachunki nie przyprawiły nas o zawrót głowy!
W górach jest prosta zasada – im wyżej tym drożej, dlatego w niżej położonych wioskach nasz dzienny budżet wynosił około 15 dolarów na osobę (3000 NPR / 2 osoby), wyżej były to już 22 dolary. Możemy więc dla ułatwienia przyjąć, że średnio wydaje się tam około 18 dolarów / dzień / osobę. Wszystko zależy od tego ile dodatkowych herbat zamówicie i czy chcecie korzystać z różnych udogodnień. Warto wiedzieć, że w obrębie każdej wioski podstawowe ceny za jedzenie lub nocleg są jednakowe, ustalone przez zarząd parku, tak aby uniknąć konkurencji. Dla ułatwienia przeliczenia, nadzień naszego trekkingu 100 NPR odpowiadało w przybliżeniu 1 dolarowi.

Przykładowe ceny:

  • pokój 2 osobowy: 400 NPR
  • miejsce w pokoju wieloosobowym: 150 NPR
  • kubek gorącej wody: 30-60 NPR
  • zupa czosnkowa z makaronem: 200-300 NPR
  • dhal bat: 500-600 NPR
  • smażony ryż lub makaron: 350-450 NPR
  • śniadanie – chleb tybetański i smażone jajko: 400-500 NPR
  • litr wody pitnej: 100 NPR
  • herbata imbirowa: 90 NPR
  • kawa z mlekiem: 150 NPR
  • wifi: niekiedy jest bezpłatne, innym razem 100-300 NPR, ale zawsze bardzo bardzo wolne
  • ładowanie sprzętu: niekiedy jest bezpłatne, innym razem 100 – 200 NPR
  • gorący prysznic: w niższych partiach gór jest darmowy, wyżej 150-200 NPR, w MBC nie było nawet takiej możliwości. Wiadro z lodowatą wodą i jedziemy! 😉

Przykładowych 7 dni trekkingu w górach kosztuje zatem około 465 złotych za osobę. Dość przyzwoita cena, przyznajcie!

Nepal, Himalaje, Annapurna Base Camp
Wioska Tadapani w drodze na Poon Hill.

Jeśli jednak zdecydowalibyście się na przewodnika lub tragarza, koszty automatycznie wzrastają. Za dzień pracy przewodnika trzeba zapłacić 18-25 dolarów, natomiast tragarz, który jest w stanie nieść 20-30 kg, czyli bagaże dla dwóch osób, to dodatkowy koszt około 10 dolarów za dzień.

Ile kosztuje pobyt w Nepalu?

To niełatwe pytanie, bo wszystko zależy od standardów podróżowania i życia jakie wybierzecie. Ale jedno jest pewna – jest tanio! My staramy się zawsze maksymalnie ograniczyć budżet, ale w krajach, które z reguł są tanie, nie uprawiamy menelskiego stylu „spanie za darmo na podłodze komisariatu policji”. Cała podróż, z dość liczną ilością pamiątek, wysłanych pocztówek i codziennie przynajmniej jednym piwem do kolacji (do podziału na dwie głowy ;)) kosztowała nas około 3000 zł / 2 osoby / 14 dni bez przelotu (ponieważ lecieliśmy z Bangkoku, cena była niższa niż dla podróżujących z Polski).

Przykładowe ceny w Nepalu:

  • wiza na 15 dni: 25 dolarów – dostępna na granicy, potrzebne są dwa zdjęcia paszportowe
  • nocleg w hostelu: 800 – 1000 NPR – pokój 2 osobowy z łazienką i ciepłą wodą
  • autobus do Pokhary: 700 NPR – w jedną stronę od osoby
  • pozwolenia na trekking: 4000 NPR – dwa pozwolenia dla jednej osoby
  • piwo: 300 – 400 NPR
  • jedzenie: 250 – 400 NPR – cena jednego posiłku
  • pamiątki: 100 – 2000 NPR – za sztukę: magnesy, flagi buddyjskie, mandala – wszystko zależy od potrzeb 😉
  • taksówka na lotnisko w Kathmandu: 500 NPR
  • dodatkowy sprzęt trekkingowy: 500 NPR – kijek trekkingowy, 500 NPR – lekki bidon aluminiowy
  • prowizja za wybieranie pieniędzy z bankomatu: 500 NPR

Oczywiście w wielu przypadkach, choćby przy kupnie pamiątek i zamawianiu taksówki ceny można delikatnie negocjować. Jeśli chodzi o odwieczną zagadkę ludzkości – brać kartę, czy gotówkę – wydaje nam się, że lepiej gotówkę. Bez problemu wymienicie w Kathmandu ważniejsze waluty (dolary, euro, funty, a nawet tajskie bahty) na rupie. Jeśli zostanie wam w portfelu jeszcze trochę gotówki, przed wyjazdem możecie zamienić je z powrotem na interesującą was walutę. Poza granicami Nepalu nie jest to takie proste. Czemu nie karta? Mieliśmy spory problem z wybieraniem pieniędzy z bankomatu, ponieważ jednorazowo można wziąć równowartość ok. 350 dolarów, za każdym razem płaci się prowizję i dodatkowo nasz bank postanowił zablokować nam kartę, co przyprawiło nas o mikro zawał! Niecodziennie wybiera się w końcu kasę w Nepalu 😉

Jak widać, dwutygodniowy urlop w Nepalu bliski jest kosztom wyjazdu na wakacje do Hiszpanii czy hotelu all inclusive w Grecji!

Nepal, Kathmandu
Handel na ulicach Kathmandu.

Jak dojechać?

Zarówno dla trasy Annapurna Base Camp, jak i Annapurna Circuit głównym miastem startowym jest Pokhara. Stąd odjeżdżają autobusy do wiosek, z których rusza się na trekking. To tętniące turystyką miasto zlokalizowane jest zaledwie 150 km od Kathmandu przy pięknym jeziorze z widokiem na góry. Dokupicie tu wszystkie niezbędne do trekkingu rzeczy (choć będą to w zdecydowanej większości podróbki) mapy, pamiątki itp. W większości hosteli jest również możliwość zostawienia swoich nadprogramowych bagaży na czas trekkingu, co stanowi spore, logistyczne ułatwienie całego przedsięwzięcia.
Do Pokhary najtaniej można dojechać z Kathmandu autobusem w około 7-8 godzin. Ceny turystycznych busów zaczynają się od 700 NR do 12.000 NPR. Busy DELUXE kosztują już znacznie więcej, bo 25.000 NPR, ale w cenie jest czasem lunch. Koniec końców jednak wszystkie jadą tak samo długo. My mieliśmy pecha i cała podróż w jedną stronę zajęła nam prawie 12 godzin! Autobusy odjeżdżają z Kanti Pathi Road, przy skrzyżowaniu z Jamal Road. W sezonie bilet lepiej kupić dzień wcześniej, w agencji pośredniczącej w sprzedaży lub na Kanti Path. Choć klimatyzacja czasem nie wyrabia, drogi przypominają ser szwajcarski i po 10 godzinach masz ochotę wyskoczyć przez okno jest to unikalne przeżycie. Istnieje również możliwość dolotu samolotem z Kathmandu, jednak cena biletu to około 100$ w jedną stronę. Dla najbardziej odważnych, mających więcej czasu turystów istnieje opcja jechania lokalnym autobusem, z kurami, kozami, pakunkami, ryżem i Nepalczykami oczywiście za 300-400 NPR.

Himalaje, Nepal Annapurna Base Camp
Na górskich, krętych drogach wymijają nas pełne turystów autobusy i kolorowi Królowie Dróg!

Jakie dokumenty są potrzebne?

Przed wyruszeniem na trekking potrzebne są oczywiście odpowiednie pozwolenia – TIMS (Trekkers’ Information Management System), i bilet wstępu na obszar chroniony wokół Annapurny – ACAP (Annapurna Conservation Area Permit).
TIMS to dokument, który ma na celu chronić nas jako turystów i pomagać służbom parku prowadzić statystyki ile osób jest na jakim odcinku trasy. Dodatkowo podaje się orientacyjne daty wejścia i trasę trekkingu, dlatego w przypadku jakiegoś wypadku, lub nie pojawienia się w kolejnym check-point’cie rozpoczynają się poszukiwania zaginionych. Są dwa typy kart – zielona, dla indywidualnych trekkerów (zwana również FIT – Free Individual Trekkers) oraz niebieska, dla tych, którzy korzystają z przewodnika lub tragarza.
Warto wiedzieć, że mając zieloną kartę TIMS nie możemy wynająć tragarza! Nie jest on objęty wtedy naszym ubezpieczeniem, np. w przypadku konieczności ewakuacji przy zejściu lawiny! Koszt karty to 2000 NPR / os. Do jej wyrobienia potrzeba są dwa zdjęcia paszportowe. TIMS sprawdzany jest przy wejściu na szlak np. w Birethanti oraz w głównych wioskach na trasie.
ACAP to nic innego jak bilet wstępu na teren parku. Jednak do jego wyrobienia potrzebne są również dwa zdjęcia paszportowe. Koszt biletu to 2000 NPR / os.
Obydwa dokumenty można otrzymać w Kathmandu w Nepal Tourism Board lub w Pokharze przy Lakeside (choć tu podobno jest drożej). Po wypełnieniu formularzy i opłaceniu, na papiery czeka się ok 5 min. Polecamy zrobić to już w Kathmandu zaraz po przylocie. W Nepalu ciężko jest przewidzieć, czy zaplanowana przez was godzina przyjazdu do Pokhary pokryje się z rzeczywistością. Biuro Nepal Tourism Board jest znane wszystkim taksówkarzom w mieście, ale można dojść do niego w 15 minut z Ratna Parku. Choć po południu robi się większa kolejka, warto nie odkładać tego na ostatnią chwilę.

Nepal, Annapurna Base Camp
Widok na bazę pod Annapurną – jesteśmy u celu.

Kiedy jechać?

W przypadku trekkingu ABC najlepsze pory roku to wiosna – od marca do kwietnia (połowy maja), kiedy jest jeszcze stosunkowo chłodno i nie ma monsunowych deszczy, oraz połowa września – połowa listopada, kiedy właśnie monsun przesunie się za masyw Annapurny, a przyjemne jesienne słońce i przejrzyste niebo umilają trekking. Im później przyjedziecie, tym większa szansa masy turystów, bardzo mroźnych nocy oraz opadów śniegu, który stwarza ryzyko zejścia lawin między wioską Himalaya, a Machhapuchhre Base Camp (MBC). Jednak październik uznawany jest za najlepszy miesiąc do odwiedzenia Nepalu i organizowania górskich wycieczek, ze względu na bardzo dobrą widoczność i brak opadów deszczu.

Skąd zacząć trekking?

Trasę trekkingu można zacząć w trzech miejscach, w zależności od tego, którą drogą chcemy iść na samym początku: Nayapul, Kande lub Phedi (na późniejszym etapie ścieżki łączą się i od Chhomrong do samego ABC wiedzie już jeden szlak). Wszystkie te wioski leżą przy głównej drodze prowadzącej z Pokhary, dlatego jadąc autobusem można poprosić kierowcę o zatrzymanie się w jednej z nich. Ciężko powiedzieć, która jest najpiękniejsza, ponieważ wszystkie oferują niezapomniane widoki i tylko od was i waszego limitu czasowego zależy, którą wybierzecie. Autobusem, z oddalonej o 45 km Pokhary można dojechać aż do Nayapul za 150 NPR / os. w około 2-3 godziny. Niektóre autobusy wspinają się szutrowymi drogami aż do Ghandruk! My postanowiliśmy to wykorzystać i dojechaliśmy do Siwai (300 NPR / os), co zaoszczędziło nam jeden dzień trekkingu. Od Nayapul aż do Ghandruk droga jest okazjonalnie uczęszczana przez autobusy i jeepy wzniecające tumany kurzu, co dla niektórych stanowi wątpliwą przyjemność w pierwszym dniu trekkingu.

Himalaje, Annapurna Base Camp
Cięższe towary i poważnie chore osoby mogą skorzystać z „przywileju” podróży powrotnej helikopterem 🙂

Co z sobą zabrać?

Jeśli tak jak my wybieracie opcję pełnej niezależności (yes!), czyli trekkingu bez tragarzy musicie mieć na uwadze, że to co spakujecie do plecaka, będzie wam ciążyło i wrzynało się w barki przez 6-8 dni chodzenia po górach. Warto więc wziąć z sobą jak najmniej sprzętu i możliwie najlżejsze rzeczy. Nie ma co myśleć o pokazie mody oraz przechwalaniu się gadżeciarskim sprzętem na trasie.

Poniżej lista podstawowych rzeczy, które należy z sobą zabrać (według naszego doświadczenia i wskazówek Nepal Tourism Board):

  • spodnie trekkingowe, najlepiej nieprzemakalne – my mieliśmy cienkie, z odpinanymi nogawkami, pod które można założyć kalesony;
  • kurtka przeciwdeszczowa / przeciwwiatrowa;
  • kurtka puchowa lub ciepła bluza – świetnie sprawdzają się w zimne, jesienne noce;
  • bielizna termiczna – również idealna, kiedy na dworze temperatura spada koło zera;
  • ciepłe skarpetki na zimne noce oraz podstawowa bielizna 🙂
  • odzież techniczna – szybko schnie, jest lekka;
  • ciepła czapka i bufka – może chronić garło przed zimnym powietrzem i głowę przed słońcem;
  • śpiwór – nie jest konieczny, ponieważ wszędzie można dodatkowo poprosić o koce – czasem płatne, czasem darmowe, ale własny śpiwór jest zdecydowanie wygodniejszy (i czystszy). My mieliśmy taki, który utrzymuje komfort do +4 stopni;
  • kijek (lub dwa kije) trekkingowy – do kupienia za 5 dolarów w Kathmandu, można też za dolara kupić kij bambusowy lub wypożyczyć sprzęt w Pokharze;
  • czołówka i zapasowe baterie;
  • bank energii (niekonieczny, jeśli wolicie ładować telefon tradycyjnie);
  • przeciwdeszczowy kaptur na plecak;
  • szybkoschnący ręcznik;
  • wygodne, sprawdzone buty trekkingowe;
  • klapki pod prysznic;
  • płyn lub tabletki do oczyszczania wody – każde źródełko wody będzie wtedy waszym wodopojem!
  • tabletki rozpuszczalne z elektrolitami – podczas wzmożonego wysiłku uzupełniają minerały plus niwelują smak chloru z tabletek oczyszczających wodę;
  • apteczka – przede wszystkim wasze niezbędne leki oraz tabletki przeciwbólowe, paracetamol, woda utleniona, plastry, bandaż. My dodatkowo kupiliśmy tabletki na chorobę wysokościową – Diamox na wszelki wypadek. Można go dostać lub jego zamiennik w Kathmandu w każdej aptece za 1 dolara za 10 tabletek. Wystarczy poprosić o tabletki na AMS, Altitude Mountain Sickness. Przed zakupem sprawdźcie datę przydatności na opakowaniu;
  • krem przeciwsłoneczny (minimum 30 spf) oraz sprawdzona pomadka do ust np. Carmex;
  • okulary przeciwsłoneczne;
  • scyzoryk;
  • mokre chusteczki – przyjaciele każdej dziewczyny 😉 ;
  • rolkę papieru toaletowego;
  • plastikowy lub lekki stalowy bidon o pojemności 1l – jeśli zależy wam na oszczędnościach może być to plastikowa butelka;
  • aktualną mapę;
  • dokumenty i nepalskie rupie – zapomnijcie o płaceniu kartą, czy dolarami;
  • aparat fotograficzny i/lub kamerkę, żeby uwiecznić piękno gór 🙂 ;

Wiele rzeczy znajdziecie do kupienia w Kathmandu lub Pokharze. Buty trekkingowe, kije, śpiwory. Wszystko to będą jednak podróbki. Znośnej jakości i do złudzenia przypominające oryginały. O ile można sobie pozwolić na „niefirmowy” kijek czy bidon, warto zastanowić się nad sensem kupowania śpiwora lub butów na miejscu. Na sformułowania „nieprzemakalne”, „dobre do temperatury -10 stopni” należy mocno przymknąć oko. Cały sprzęt można też wypożyczyć np. na Thamelu lub Lakeside, ale uważajcie na śpiwory! Doszukałam się informacji, że ktoś miał w środku jakieś robactwo i przyjemność z trekkingu szlag trafił, bo dostał wysypki.

Himalaje, Annapurna Base Camp
Trzeba wędrować z całym dobytkiem, czasem w górę, czasem stromo w dół 😉

O czym należy pamiętać podczas trekkingu?

  • W żadnych punktach i wioskach nie sprzedaje się wody w butelkach, można wyłącznie napełniać swoje plastikowe butelki lub bidony. Celem, bardzo słusznym, jest ochrona środowiska. Łatwo można sobie wyobrazić jak szybko szlaki byłyby zaśmiecone przez turystów.
  • Powyżej wioski Sinuwa nie zaleca się jedzenia mięsa świń, kurczaków i bawołów. Tablice informują o starożytnych wierzeniach plemion, wedle których spożywanie takich pokarmów może powodować problemy „psychiczne”. Inni mówią, że stoją za tym powody higieniczne – ciężko utrzymać takie mięso w świeżości przez długi czas, co może powodować liczne zatrucia.
  • Pogoda z reguły najlepsza jest rano, po godzinie 15 z gór schodzą chmury i czasem może padać deszcz. Poza tym rano jest jeszcze przyzwoicie chłodno. Dlatego warto wyruszać z hostelu zaraz po wschodzie słońca i około 14 – 15 szukać już noclegu w kolejnym miejscu. To daje też większe szanse na znalezienie pokoju.
  • W hostelach często składa się zamówienie na wieczorną kolację przed godziną 16 – 17. Można też od razu zamówić śniadanie na drugi dzień, unikając w ten sposób długiego czekania na jajecznicę o poranku.
  • Mówi się, że w sezonie ciężej o noclegi, jeśli nie ma się przewodnika. My ani razu nie mieliśmy tego problemu, ale widzieliśmy sytuacje, że po godzinie 16 już nie było miejsc w normalnych pokojach. Oczywiście nikt nie wyrzuci was za drzwi, zwykle przyjmuje się „niespodziewanych gości” na noc do jadalni. I czasem to lepsze rozwiązanie, bo jadalnie są przy kuchniach, a tam jest ciepło i lokalnie 🙂
  • Warto pamiętać o tym, że nawet na takich wysokościach występuje choroba wysokościowa, zwana AMS (Altitude Mountain Sickness). Pojawia się zwykle powyżej 2500 m n.p.m, przy zbyt szybkim wchodzeniu (u wrażliwych osób nawet nieco niżej). Zaleca się, żeby nie pokonywać jednego dnia większej różnicy wysokości niż 500-800 m, a na większych wysokościach zadbać o aklimatyzację: przez jeden dzień pobyć w danym miejscu lub zrobić kilkugodzinny trekking wyżej i zejść niżej spać. My to srogo zbagatelizowaliśmy i w ciągu 8,5 godziny pokonaliśmy 1500 metrów przewyższenia. Na wysokości 3200 m n.p.m. w Deurali czuliśmy się wybitnie dobrze, dlatego postanowiliśmy iść dalej. Niestety nieco odbiło się to na naszym samopoczuciu. Po godzinie w MBC na wysokości 3700 m n.p.m. nagle mnie zemdliło i zaczęło delikatnie kłuć w mostku. Matiego rozbolała głowa. Wszystko jednak pozwalało nam stać na nogach, klarownie myśleć i świat nie wirował nam przed oczami. Po jednej tabletce Diamox’u spałam jak dziecko i rano weszliśmy na ABC. Trzeba pamiętać, że na takiej wysokości człowiek męczy się zdecydowanie szybciej, krew staje się gęstsza, tętno mocno przyspiesza, dlatego bądźcie dla siebie łagodni. To nie jest wyścig kto szybciej wejdzie, ale kto da radę dojść o własnych siłach :). To co zrobiliśmy mogło się wydawać nierozsądne, ale znaliśmy swoje możliwości fizyczne i psychiczne. Poczytajcie o AMS przed wyjazdem. Pierwszymi objawami są bóle i zawroty głowy, nudności, wymioty, piszczenie w uszach, przyspieszone tętno i krótki oddech. Jeśli czujecie narastający dyskomfort koniecznie musicie jak najszybciej zejść niżej. Zbagatelizowany AMS ma skutki śmiertelne!
  • Nie zaleca się picia wody z górskich potoków (nie mówiąc już o wodzie z kranu!). Pomimo braku bakterii, ta woda jest bardzo ciężkostrawna dla żołądków turystów. Do każdego litra wody dodawaliśmy więc 3 krople chlorowego preparatu na oczyszczanie i jedną tabletkę izotoniku, dla poprawy smaku i właściwości odżywczych. W czasie trekkingu na takich wysokościach powinniście pić 4-5 litrów wody dziennie, żeby rozrzedzić krew i uzupełnić wypoconą wodę. A na tych ścieżkach, idąc w pełnym słońcu można się nieźle odwodnić 😉
  • Warto zabrać z sobą z Polski lub kupić w Kathmandu (choć są nieco droższe) różne batoniki czekoladowe (najlepsze są Snickers’y!). Dodają energii na długich podejściach i ratują tyłek, kiedy wstaje się na wschód słońca o 4:30, a do śniadania jeszcze 4 godziny. Na trasie wszystkie słodycze są o wiele droższe, niż na „ziemi”.
  • Przy guesthouse’ach, a czasem nawet na trasach znajdziecie worki lub kosze na śmieci. Szanujmy zieleń i niechaj na tych malowniczych trasach pozostaną po nas nie śmieci, a ślady butów górskich!
Annapurna Base Camp, Himalaje
Za plecami góra Wypełniona Pożywieniem, czyli Annapurna we własnej osobie 🙂