Smažený sýr, knedlíky i 21.0975 km po Pradze

Recenzja Sportisimo Prague Half Marathon 2016

Są biegi, które wpisują nas w poczet zdobywców tzw. korony półmaratonów, są wyścigi z rekordami frekwencji, są też starty, do których przywiązujemy się z roku na rok. A gdzieś między nimi, tuż za naszą południową granicą, Czesi organizują zawody najwyższej klasy – ze złotą rekomendacją IAAF*, zachwycającą trasą i wspaniałym dopingiem. Taki właśnie był Sportisimo Prague Half Marathon 2016.

Pomysł narodził się pod koniec ubiegłego roku. Był Berlin, była Barcelona, było wiele startów na terenie całej Polski, a Pragę ciągle zsuwaliśmy na boczny tor. Jedną z przyczyn musiał być także konflikt interesów – kwiecień zawsze kojarzyłem z „połówką” w Poznaniu. Tak dobrze, jak ze stolicą Czech, tyle że z opowieści. Przeorganizowaliśmy kalendarz, aby spróbować czegoś nowego i oto jesteśmy…

O 6:30 w sobotę, na 3.5h przed startem, naprzeciwko hali EXPO w północnej Pradze. Wiem, że już dłuższy dzień, wiem, że kalendarzowa wiosna, ale przy temperaturze poniżej zera łatwo o tym zapomnieć. Niestety nie byliśmy w stanie odebrać naszych pakietów w piątek. Zaserwowaliśmy sobie zatem wczesną i dość chłodną pobudkę, aby uniknąć kolejek wśród spóźnialskich, których… nie było. Sprawny odbiór numerów startowych, praktycznego plecaka (całe szczęście, że to nie kolejna koszulka!) oraz tony makulatury od sponsorów i po dłuższej chwili znowu byliśmy w hostelu. Bułka z dżemem, banan, słodka herbata. Wychodzimy. Z buta, bo to najlepsza aklimatyzacja i rozgrzewka.

Po drodze mijamy wesołych biegaczy z całego świata – obrazek znany z wielu zawodów, a jednak za każdym razem daje ten sam zastrzyk dobrej energii. Trochę jej podkradliśmy, jeszcze się przyda na trasie.

Na pewno znacie Most Karola. To ten sławny. My kierowaliśmy się tuż obok, gdzie zaraz przy ulicy rozstawiona była strefa kibica, strefa biegacza, linia startu i mety… Wiecie, to co zwykle. Tylko tym razem nienachlanie, bezpretensjonalnie i to pomimo 11.500 rozdysponowanych numerów. Atmosfera biegu zaczęła udzielać się coraz bardziej, zwłaszcza że robiło się też cieplej.

Kilka stref czasowych, przygotowanych do startów falowych, niebieski dywan przykrywający staromiejskie kocie łby, tłumy kibiców wspierające najbliższych, krótkie odliczanie. GO! Ruszyliśmy w trasę brzegiem Wełtawy, prowadzącą przez pięć mostów i liczne zabytki starego miasta. Jedna pętla. Bardzo szybka, z wieloma zbiegami. Ucieszyło mnie to niezmiernie, ale skoro jest z górki w końcu trzeba też pod nią wrócić. Nic podobnego! Z moich mglistych obserwacji wynika, że zbiegałem częściej niż wdrapywałem się z powrotem.

Ostatnie 600 m finiszowałem w zagłuszającym dopingu zgromadzonych na moście tłumów, widząc za zakrętem charakterystyczny balon mety. Znowu niebieski dywan, cieszynka i mamy to! Daliśmy radę. Chwilę później prezentowałem na sobie pamiątkowy medal i pelerynkę termiczną. Podążałem za zawodnikami szeroką ulicą, otoczony wolontariuszami rozdającymi izotniki i wodę; 100 metrów dalej banany, później pomarańcza. Ścieżka zdrowia biegacza, którą doceniłem, jak żadną inną, bo zorganizowana, niezatłoczona, długa. Mojego szczęścia dopełniłem na stanowisku z masażem – czasami wydaje mi się, że tylko po to startuje.

Sportisimo Prague Half Marathon 2016 ukończyliśmy z rezultatami:

Nati 1:54:46 (nowa życiówka!)

Mat 1:28:03

Rozdano 11.500 pakietów startowych, bieg ukończyło 9.869 zawodników, wśród których 3015 to kobiety.

Zwycięzcami zostali: Violah Jepchumba (KEN) z nowym rekordem trasy 1:05:51 oraz Daniel Wanjiru (KEN) również z rekordem trasy 59:20.

Plusy:

+ ciekawa, urozmaicona i malownicza momentami trasa

+ wspaniały doping kibiców na wszystkich odcinkach (w tym grupy muzyczne)

+ przemyślane i logicznie rozstawione punkty odświeżania

+ bardzo dobrze zorganizowane przejście z linii mety przez strefę regeneracji do wyjścia

Minusy:

– nieczytelna strona internetowa biegu

– nieprecyzyjna komunikacja mailowa

* Gold IAAF Label: https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_marathon_races