This is one small step for a man… mankind does not care!

DLACZEGO BIEGAMY?

Moja przygoda z bieganiem trwa już kilka lat. Co jakiś czas w rozmowach na ten temat powraca zatem pytanie – właściwie, po co to robisz? Wbrew pozorom nie jest ono banalne i gdyby sięgnąć nieco głębiej, można przypomnieć sobie – dlaczego w ogóle zacząłem?

Trudno generalizować, bo ile ludzi, tyle przypadków. Istnieją jednak pewne, ciągle powtarzające się motywy. Wspólnym mianownikiem każdego z nich jest ZMIANA.

Postanowienia noworoczne, co roku zwiększają poziom motywacji wśród biegaczy amatorów i wywołują ciarki na plecach u osób, które gdyby nie praca w korpo, pretendowałyby z pewnością do kategorii PRO (z takim talentem!). O ile ulubioną ścieżką biegową można się jeszcze podzielić, o tyle przestrzeń w saunie, na siłowni, czy basenie jest jednak ograniczona – a regenerować się trzeba. Do tego samego worka włożyć można wszystkie osoby marzące o zrzuceniu kilku dodatkowych kilogramów. Bieganie wydaje się być najprostszą drogą do celu.

Są też tacy, którzy napotkali w swoim życiu na przeszkody, a sport traktują jako terapię. Utrata pracy, rozpad związku, czasami nawet choroba powodują, że niejednokrotnie rodzi się w nas potrzeba odreagowania i… kolejnej zmiany. W dodatku wyjątkowo prostej w realizacji – buty, strój sportowy i kilkadziesiąt minut wolnego czasu. Dlaczego nie?

Obserwuje się także ludzi czynu. Zdobywców. Tych, którzy nie żyją bez wyznaczania sobie kolejnych celów. Granic, które przy dobrym planie i własnej krwawicy można przesuwać coraz dalej. Są to ci, którzy nie spoczną dopóki nie złamią magicznych trzech godzin w maratonie, lub nie ukończą ponad 100 kilometrowego biegu ultra… w górach.

W końcu pojawiają się również osoby, których jedynym celem jest rozgłos, dziesiątki lajków, tyle samo udostępnień i wiele komentarzy zachwalających postawę, silną wolę, samozaparcie, systematyczność, a zupełnie przy okazji: modny strój startowy oraz fajne buty.

Zła wiadomość! Ludzkości to nie obchodzi. Ludzkość jest zajęta, skoncentrowana na sobie, na swoich pasjach. Znajdą się życzliwi, którzy nas wesprą, zapytają – jak tam twoje bieganie? Ale serio, ich nie interesuje, czy trenujesz raz, a może pięć razy w tygodniu. Czy planujesz start w Dębnie, a może w Barcelonie; czy dieta, jaką stosujesz ma pozytywny wpływ na twoją tegoroczną formę? I nie ma w tym nic złego. To sukces, że w ogóle kojarzą Cię z bieganiem.

Dlaczego więc zacząłem? Bo też kiedyś pomyślałem o zmianie. Bo tak najłatwiej było zebrać się do działania. Bo wyznaczyłem sobie granice. Bo szukałem akceptacji.

Dlaczego nadal biegam? Bo w ten sposób odpoczywam od codzienności i przełamuję rutynę. Bo ciągle się rozwijam i przesuwam granice. Bo odnalazłem w tym sposób na spędzanie wolnego czasu. Bo mam wokół siebie ludzi, którzy nie uciekną, gdy zacznę mówić o nowym Garminie. Bo inaczej nie umiem.

zdjęcie: królewski dystans we Wrocławiu, 2013 r. – pierwsza granica.