Związek w podróży – jak zwiedzać razem świat i się nie zabić

Romantyczne oglądanie zachodów słońca na tropikalnych plażach, karmienie siebie nawzajem lokalnymi przysmakami, zwiedzanie urokliwych zakątków miast trzymając się za ręce. Tak mogą wyglądać dwa tygodnie urlopu w europejskim mieście. Ale kiedy od kilku miesięcy swoją życiową przestrzeń dzielisz wyłącznie z jedną osobą, perspektywa związku nieco się zmienia.

Wspólne, nawet krótkie wakacje są świetną metodą, żeby lepiej poznać swojego partnera. Wychodzą wtedy różne piękne kwiatki, o których wcześniej nie wiedzieliśmy. A to ona się za długo stroi w łazience, a to on za głośno chrapie i rano nie pachnie jak flakon Calvina Klein’a, albo komuś nie chce się iść na 10 kilometrową wycieczkę i woli zwiedzać muzea. Wiadomo, na początku feromony i amory latają w powietrzu i wszystko jest idealnie. Poza tym to tylko tydzień, dwa, więc na pewne sprawy można przymknąć oko.

Nam jednak przyszło zmierzyć się z wyjazdem, podczas którego bite 24 godziny na dobę mieliśmy spędzać razem. Niekiedy towarzyszyli nam znajomi, na pewien krótki moment dołączyli rodzice, co wbrew pozorom nie do końca ułatwiało sprawę. Przyzwyczajeni do swojej tylko obecności, musieliśmy na nowo odnaleźć się w większej grupie ludzi. Zanim wyjechaliśmy z Polski obiecaliśmy sobie, że jeśli tylko coś zacznie dziać się nie tak, jedno z nas poczuje że już ma zdecydowanie dość takiego życia i chce do domu, wtedy wracamy. Żadna podróż nie powinna odbyć się kosztem związku. Byłoby nam ciężko poddać się i podjąć decyzję o powrocie, ale założenie było proste – nic na siłę.

Będąc już w podróży trafiłam na wywiad z parami, które zamieniły stacjonarny dom i szafę, na plecak i wieczną podróż. Pytano ich jak sobie radzą z nerwami, gorszymi dniami, rozmawianiem ciągle z jedną osobą. Historie były najróżniejsze. Od wysadzania kogoś z samochodu na środku drogi, bo za dużo się kłócił, po łzy i niemal rozstania. Otóż wspólne podróżowanie to nie tylko piękne widoki ze zdjęć i motylki w brzuchu. To trudna sztuka, która czyni związek silniejszym. Albo szybko weryfikuje, kto powinien wysiąść, a kto jechać dalej.

W takim razie jak zwiedzać razem świat i się nie zabić?

Kompromis to nie sklep z pozwoleniem na wszystko

Ty chcesz iść w prawo, ktoś inny w lewo. Masz dziś gorszy dzień i wolisz zostać w hostelu, twoja druga połowa marzy o plażowaniu. Zamiast wytykać sobie, kto coś dla kogoś zrobił lub zgadzać się na coś, żeby nie wyrządzić komuś przykrości warto pójść na kompromis. Zamiast kłócić się czy skręcić w tę czy inną ulicę – może warto pójść prosto, zakończyć spór i zobaczyć coś innego. Dziś zjedliście pad thai’a, bo ty miałeś na to ochotę, jutro możecie poszukać czegoś nowego. Albo znowu pójść na pad thai’a. Pojutrze też. Przecież pad thai jest taki dobry! Cóż, wszystko zależy od tego jak u was wygląda kompromis 😉 Po pewnym czasie wejdzie wam w krew dyskutowanie o różnych za i przeciw decyzji zanim wybuchnie awantura stulecia i odeślecie drugą osobę listem poleconym do domu.

Nie musicie rozmawiać o wszystkim

Jeśli jesteście w miejscu gdzie strefy czasowe nie pozwalają na natychmiastowy telefon do przyjaciela w Polsce, musicie być zdani na siebie. Zwykle to kobiety należą do istot pragnących wyrzucać z siebie emocje i słowa w tempie 1000 wyrazów na minutę. Z niewyjaśnionych przyczyn nam to pomaga. Jednak uwierzcie, nie trzeba przekraczać wszelkich granic, opowiadać sobie o wszystkim i załatwiać się przy otwartych drzwiach. Zachowując dla siebie treści rozmów ze znajomymi i niektóre intymne sprawy, zostawiacie furtkę do własnego świata. Chronicie też drugą osobę przed zakwestionowaniem swojej egzystencji – czy to jeszcze ja, czy już ty?

Więcej słuchaj, mniej mów

Tę złotą myśl zapisał nam mój tato i wrzucił podczas wesela do słoika z dobrymi radami na szczęśliwe małżeństwo. Sprawdza się nie tylko w domu, ale także w podróży. W pewnym sensie jest to sztuka unikania niepotrzebnego konfliktu. Często ktoś po prostu chce nam coś powiedzieć, wyżalić się i nawet jeśli jest to uwaga kierowana w naszą stronę, warto tego wysłuchać zamiast odpowiadać serią: „A ty to, albo tamto”. Nie. Przestań na chwilę nadawać jak komentator sportowy podczas finałów mistrzostw świata i skup się na tym, co chce powiedzieć druga osoba. Może umyka ci coś bardzo ważnego. Czym innym jest też żalenie się i marudzenie. Warto odróżnić je od siebie i słuchać drugiej osoby, zamiast wyłącznie słyszeć.

Pozwólcie sobie na samotność

Może się to wydawać trudne, ale nawet spędzając z sobą całe dni, można znaleźć chwilę dla siebie. Nie musicie w końcu wszystkiego robić razem. Jeśli jesteście w kraju, który jest bezpieczny dla samotnych kobiet, możecie rozdzielić się na kilka godzin. Jedno pójdzie na plażę, drugie poczyta książkę lub odwiedzi pobliski targ. Nie zawsze przecież ma się ochotę na to samo. My, czując jednak dużą odpowiedzialność za siebie, rzadko się rozdzielaliśmy. Nie oznacza to, że jesteśmy zlepionymi pośladkami potworami, które nie potrafią niczego robić samemu. Choć kosztowało nas to czasem chodzenie na kompromis albo siedzenie w ciszy. To właśnie w tym magicznym momencie można znaleźć odrobinę samotności i spokoju. Miejsce na naładowanie baterii. Wspólne czytanie książki w cieniu palmy, zwykłe przeglądanie internetu, kiedy nikt nie zagląda przez ramię i nie nadaje non stop do ucha. Co? Internet na wakacjach? Tak. Ile można zwiedzać!

To co sobie kupisz, musisz nieść sam

Podróżowanie we dwoje to wzajemna pomoc, ale też niezależność i samodzielność. U nas zasada była jasna, choć muszę przyznać, że nieco brutalna. Jeśli chcesz coś sobie kupić – musisz potem nieść to w swoim plecaku. Bardzo szybko rozwiązało to kwestię tysięcy pierdółek, bibelotów, pamiątek i ciuchów, na które miało się ochotę. I wydawania pieniędzy na niepotrzebne rzeczy. A w krajach, gdzie wszystko jest bardzo tanie, łatwo puścić wodzę fantazji i kupować to, co tylko wpadnie w rękę. Poszlibyśmy z torbami, to znaczy z plecakami! Mateusz – wiadomo dżentelmen, pomagał mi ten plecak wypchany po brzegi założyć na plecy, ale nie było mowy, żebym przemyciła swojego drewnianego buddę do jego torby. Oczywiście jego bagaż był większy (w końcu to mężczyzna!) i mieścił też całą naszą elektronikę oraz leki, ale wszystkie dodatkowe kilogramy trzeba było samemu brać na bary.

 

Wspólne pieniądze

Wakacyjny budżet to często kość niezgody między ludźmi. Jeśli jedziecie na kilka tygodni, być może łatwiej będzie płacić każde za siebie. Na dłuższą metę może być to jednak nieco uciążliwe. Ciągłe rozliczanie, kto za co zapłacił, kto co zjadł i ile piw wypił. Może warto pomyśleć o jednej skarbonce, z której płacicie za codzienne zakupy? Od Matiego nauczyłam się mądrego słowa, więc go użyję – dywersyfikacja oszczędności na wyjazd. Właśnie! To dobre rozwiązanie, żeby mieć część pieniędzy używanych na bieżąco na jednym koncie a resztę rozłożoną na dwa własne lub na innym wspólnym rachunku. W przypadku blokady karty, kradzieży czy innych niespodziewanych okoliczności, nie zostaniecie z pustym portfelem. Nie ma sensu kruszyć kopii o to, że ktoś zjadł trochę droższy obiad. Jeśli jednak ktoś ma ochotę kupić sobie coś ekstra – droga wolna! Ustalcie to jednak przed wyjazdem, żeby zaoszczędzić sobie nerwów przy pierwszym większym wydatku. Finanse bywają zwykle punktem zapalnym dyskusji i pretekstem do awantury.

Każdy ma gorszy dzień

Fajnie wyglądają zdjęcia podróżników na Instagramie, prawda? Niestety, to tylko część obrazu rzeczywistości. Inspirując się pięknymi historiami o przygodach i wspaniałych miejscach pamiętajcie, że są też nieudokumentowane chwile słabości, bólu głowy, nerwów, tęsknoty za domem. Pozwólcie sobie i innym na bycie nieidealnym. Nie zawsze ma się ochotę pozować do zdjęcia, kolejny raz uśmiechać lub robić tysiąc dwieście pięćdziesiąte zdjęcie. Warto dać sobie trochę miejsca na bycie normalnym i nie powielać tych wszystkich schematów „perfekcyjnych” wakacji z palmami kokosowymi na tle błękitnego oceanu. Przy okazji dać urlop instagram-mężowi 😉

Moje, twoje, nasze wakacje

Jedziecie razem, ale przyjemność z podróży musi mieć każde z was. W końcu to też było twoje marzenie, żeby wyjechać do Azji, czy na Karaiby. Jeśli przez dłuższy czas ktoś będzie ulegał jednej stronie, stanie się to męczące i odbierze całą przyjemność z podróżowania. Mało tego, może zagęszczać atmosferę i prowadzić do niepotrzebnego konfliktu. Trzeba czasem wyrzucić z siebie to, co leży na sercu. Na przykład ja, podczas pobytu na farmie ekologicznej, codziennie pytałam Matiego, co też takiego mu zrobiłam, że zabrał mnie w takie miejsce. Dziś z uśmiechem wspominam tamte dni, ale nie było wcale tak kolorowo, kiedy obudziliśmy się pierwszej nocy z wielkim pająkiem wiszącym nad naszymi głowami. Na szczęście, w wyniku praktykowania sztuki kompromisu stargowaliśmy dni pobytu na farmie z 14 na 10 i w gratisie dostałam bilety na Borneo. Niezły układ 😉

Plaża Tajlandia

Wspólne podróżowanie ma być niezapomnianą przygodą, a nie drogą cierniową. Warto czasem iść na kompromis, powiedzieć mniej, niż o jedno słowo za dużo i jako pierwszy wyciągnąć rękę na zgodę, jeśli coś poszło nie tak. Ale trzeba też pamiętać o sobie.

Poznałam kiedyś człowieka, który stosował wobec wybranek swojego serca dość okrutną metodę eliminacji przez wspólną podróż. Zabierał takie delikwentki na spływ kajakowy. Daleko od cywilizacji, bez supermarketów, kosmetyków i wygodnego łóżka. Ramię w ramię rozbijali nocą namioty, przenosili kajaki nad powalonymi drzewami, znosili trudny biwakowania. Sam nie był typem hardcorowego poszukiwacza przygód. Jednak twierdził, że z tą, która będzie najmniej marudziła i poradzi sobie ze wszystkim, ma największe szanse stworzyć związek oparty na współpracy i nie będzie musiał przejmować się nazbyt wydelikaconą panną. Są małżeństwem od wielu lat. Może to też jest to jakiś sposób 🙂

Epilog

W dniu dzisiejszym obchodzimy naszą pierwszą rocznicę ślubu. Pierwszą z dwóch, jakie przypadną w tym roku. Obiecaliśmy sobie, że skupimy się na dacie kwietniowej, ale ciężko przejść obojętnie obok tego, co twardo stoi w papierach! Związek, to ciężka praca, ale czujemy, że w ostatnim roku odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Wciąż sporo nauki przed nami, ale jak tylko odkryjemy coś nowego o sobie z pewnością się tym z Wami podzielimy.